Niby nic, normalna rzecz. Ale jak ma się małe dziecko, które od kliku dni ma kłopot z normalną czynnością fizjologiczną, gdy po godzinie siedzenia z 3-latkiem w toalecie i tłumaczeniu mu, że to nic takiego masz już serdecznie dość nadchodzi taka chwila gdy nagle - jest! To mówię Wam, co jak co, ale to jest cholera temat na notkę! Brawo Zuzia!

3 komentarze

Cóż, próbować czy nie próbować, jak patrzę na daty ostatnich wpisów i ich treść to się odechciewa - znowu pisać to samo?

Dodaj komentarz

Nie wiem który to już raz, ale obiecuję sobie zacząć uprawiać poletko joggerowe.
Zobaczymy czy sie uda....

Dodaj komentarz

Odpowiadając na nieodpowiedziane listy, pytania i inne formy troski:

Ż Y J Ę

nie mam tylko cholera czasu żeby skrobnąć coś więcej.

Już sam fakt wygenerowania tego komunikatu uważam za sukces, ale tak to jest - nie ma lekko - w pracy zajob, że ho, ho, w domu obowiązki wobec dziecka i po prostu człowiekowi nie chce się nawet wykonać tak prostej rzeczy jak turn on computer, zreszta kiedy to robić....
Mam nadzieję, że to się jednak zmieni, są ku temu pewne powody, ale póki co jest jak jest....
Tak czy siak dziękuję za troskę i do następnego razu ...

Dodaj komentarz

Słyszałem o tej - moim zdaniem niezbyt trafionej polityce - autorstwa speców od GG, ale dotychczas nie spotkałem się z tym osobiście - bo i jak, no i stało się.....

A było to tak - uruchamiam komunikator i oczom nie wierzę, jako dostepny zamigotał numer GG mojej żony, która śpi grzecznie w pokoju obok - wszystko okazało się jasne - ola nie uzywa GG od bardzo dawna i numer ten został uznany za wolny i podarowany około dwa miesiące temu jakiemuś nowemu użytkownikowi.
Głupotą tego rozwiązania jest zamieszanie występujące po trzech stronach:

- moja żona chcąc skorzystać z tego komunikatora będzie musiała założyć nowe konto i podać nowy numer znajomym, który to po pewnym czasie znowu kto inny przejmie, bo uzywac go bedzie sporadycznie
- osoba, która otrzymuje taki - niby wolny - numer będzie kilkanaście razy odpowiadać na treści nie adresowane do niej i tłumaczyć, że nie jest tym za kogo ją mają tylko kimś innym (co będzie dość trudne, zważywaszy, iż większość ludzi stwierdzi, że to doskonały żart)
- osoby chcące się skontaktować z Olą (jak zobaczą, że jest ona dostępna) będą chciały z nią pogadać i dość mocno się zawiodą....

Podsumowując - polityka to bezsensowna - nie słyży żadnej stronie (mowa o użytkownikach), powoduje chaos, zamęt i niepotrzeby ruch w sieci, ale cóż, na głupotę nie ma leku.

19 komentarzy

Trudno w to uwierzyć, bowiem każdy dzień pracy spędzam w sieci - ale jako, że na tapecie był dość poważny projekt nie było czasu na swoje sprawy. W rezultacie nie włączałem komunikatora, nie przeglądałem poczty, nie śledziłem tego co zazwyczaj w sieci śledzę. Stan taki trwał ok. 1 - 1,5 miesiąca, a mam wrażenie, że nie byłem obecny wirtualnie conajmniej rok... ciekawe doświadczenie....

Teraz oczywiście czas byłby nadrobić zaległości, ale jak to uczynić, skoro bez dodatkowych obciążeń nie dawaem rady "być na bieżąco", a tymczasem w pracy szykuje się znowu nawał rzeczy "na wczoraj"...
zajrzę chociaż do poczty.....

Dodaj komentarz

Stan na chwile obecną: mam szpital w domu.

Zaczęło sie od Zuzii, która dotychczas nie chorowała - po prostu katar - ale jako, że to niemowlak i do tego nasz (jej) pierwszy raz, postanowiliśmy nie lekceważyć symptomów i odwiedzić fachowca. Rezultat - pierwsze syropy dla małej - na szczęście przyjmuje bez oporów, za to próba wlania do nosa soli fizjologicznej kończy się płaczem - ale dzielnie to razem znosimy.
Potem dopadło Olę, a tego samego dnia mnie - Ola przeziębienie i Bioparox (podobno bezpieczny dla karmiącej), a ja - jako, że ciągle niedoleczony kaszel miałem - angina i antybiotyk....
W sumie nic strasznego - ale ominie nas nauka pływania.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Właśnie, własnie, w ostatnią niedzielę Zuzka zaliczyła swoją pierwszą lekcję w szkole pływania dla niemowlaków. W gruncie rzeczy ja byłem chyba bardziej wystraszony tym wszystkim niż ona. Dotychczas specjalnie nie interesowałem się tym tematem, ale w to co zobaczyłem nie uwierzyłbym na słowo...
No bo trudny jest do wyobrażenia widok malutkiego dziecka, stojącego na murku basenu, który za chwilę robi "siup" i znika pod taflą wody, aby wynurzyć się obok - czekającej w basenie mamy. Drugi "wstrząs" przeżyłem, dowiedziawszy się, że na 4 lekcji maluchy uczą się nurkować !! A to nie było wszystko - niedouczony byłem w tym temacie to potem tak jest - instruktor objawił także prawde o pływaniu niemowlaków - otóż, dzieci te nie naucza się pływania w sposób, w jaki my rozumiemy tę czynność - a więc pływania na tafli wody. Kurs taki uczy dzieci pływania pod wodą !!

4 komentarze

Niby prosta sprawa - aktualizacja firefoxa do wersji 1.0.7.0.
Pobieram, instaluję odpalam i sru !!!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Opis wskazuje na niespójność w webdeveloperze, jednak mam nieaktywne menu i nijak nie jestem w stanie usunąć tego webdevelopera...
Any sugestion?

1 komentarz

Zobaczyłem przed chwila atrakcyjną reklamę dotycząca obniżki ceny domen - .pl za 40 zł !!!

Postanowiłem sprawdzić - najbardziej atrakcyjną dla siebie domenę - czyli opartą o schemat moje_imię.pl - to, że jest ona zajęta nie zdziwiło mnie zupełnie, za to treść, jaka się pod nia kryje już tak :-).

Sprawdźcie sami

1 komentarz

Dziwne, zaiste, dziwne rzeczy mi się prztyrafiły podczas reanimacji systemu. A było to tak:

Miałem do reinstalacji Windowsa w pracy, jako, że było mało czasu postanowiłem sprawdzić jeden z leżakujących - z nieznanych przyczyn - w pracy dysków. Reinstalację wykonać na tym leżakującym dysku, następnie jako drugi podłączyć ten, na którym system odmówił pracy i skopiować dane.
Postanowiłem wpierw podłączyć ów leżakujący dysk i zobaczyć co na nim jest, następnie wyczyścić go i rozpocząć 30 minutową instalację, a potem konfigurować...
Podłączyłem więc dysk i... komputer - odmówił uruchomienia się - kompletnie nic. Sprawdziłem kable, rozebrałem włącznik (myślałem, że brak styku, bo wentylator po użyciu włącznika dostawał krótki impuls) i nic. Pomyślałem więc tak - zasilacz - postanowiłem odpinać urządzenia (żeby odciążyć go) i nic. Co się okazało, odłączenie przewodu zasilającego od dysku zakończyło się powodzeniem. Najprawdopodobniej dysk powoduje zwarcie i w rezultacie czego komputer słusznie odmawia współpracy. Z punktu widzenia stricte elektrycznego nic w tym dziwnego, ale mi coś takiego przydarzyło się pierwszy raz.

Prawa Murphyego działają - "nie ma to, tamto".

Dodaj komentarz

Przebierając w walających się starych CD-Rach natrafiłem na archiwum z moimi pierwszymi stronami www, a pośród jednej z archiwalnych podstron znalazłem stary - ale dobrze pasujący - dowcip.

Kandydat na prezydenta odwiedza w trakcie kampanii wyborczej rezerwat indiański i wygłasza tam przemówienie:
- Kochani! Jeśli zostanę prezydentem, zlikwiduję biedę i bezrobocie!
- Buzonga! Buzonga! - odzywają się Indianie.
- ...Obiecuję, że zostaniecie otoczeni troskliwą opieką zdrowotną...
- Buzonga! Buzonga! - coraz głośniej wołają Indianie.
- ...Wpoimy wszystkim obywatelom tolerancję... Liczę na wasze głosy!
I ostatnie słowa toną w tych samych entuzjastycznych okrzykach: ?Buzonga! Buzonga!".
Nieco później gość prowadzi rozmowę z wodzem, spacerując po okolicy i widzi stado koni nieznanej mu rasy. Prosi wodza o przyzwolenie obejrzenia ich z bliska.
- Ależ oczywiście, proszę bardzo - zgadza się wódz. - Tylko proszę uważać, by nie wdepnął pan w buzongę...

Dodaj komentarz

W ostatnim czasie - za sprawą festiwalu w Sopocie - zatrzęsło sie w polskim internecie od komentarzy w stylu "Mandaryna nie potrafi spiewać" etc.

W zasadzie jest to prawda, ale co z tego...

Otóż po pierwsze - wykonawcy, którzy zaprezentowali się w Sopocie wybierani byli przez publiczność (głosowanie sms) - a to oznacza, iż jest spora liczba osób, które takie popłuczyny lubi oglądać.
Po drugie - okazuje się, że w naszym kraju wcale nie trzeba popisywać się znakomiymi zdolnościami wokalnymi, skoro i tak większość koncertów i festiwali odbywa się na zasadzie mruczenia, bo całość i tak leci z playbacku. Bardzo możliwy jest zatem taki scenariusz - gdyby koncerty odbywały się rzeczywiście live większość wielbicieli, tych, co to niby spiewać potrafią, mocno by się zawiodła - ludzie chyba lubią krystaliczne brzmienie studyjne i do tego marionetkę na scenie - taką mamy publiczność.

Poza tym koncernom muzycznym, dla których artyści to produkty nie w smak byłaby rysa w postaci możliwego zgrzytu w wykonaniu idoli tłumu - co jest moim zdaniem warunkiem normalnym i koniecznym na koncercie live - spróbujcie sami ruszać się, gibać, biegać na scenie i jednocześnie nie fałszować. Dlatego też ja z gruntu rzeczy olewam takie niby-koncerty, bo to dla mnie zwykłe oszustwo i żenada... Pomijam całkowicie fakt, iż nie trawię takiej muzyki - o gustach się nie dyskutuje...

Wracając jednak do wymienionej powyżej Mandaryny - moim zdaniem babka odniosła i odnosi sukcesy - chciała sprzedać jak najwięcej płyt i jak widać jej się to udaje całkiem nieźle, to prawda, że za 2 lata nikt pewnie nie bedzie wiedział kto zacz owa Mandaryna była, ale kogo to interesuje, Pani Marta swoje zgarnie z rynku, kompania płytowa też, a w jej miejsce pojawi sie kolejny produkt korporacji i znów ludzie będą się ciskać, że ta jest lepsza, a tamta gorsza, cały czas dając się oszukiwać playbackiem, a menadżerowie będą zacierać ręce bo płyty będą się sprzedawały jak ciepłe bułeczki.

Ostatecznie przecież nie o kulturę, czy popisy wokalistyki wysokich lotów tu chodzi, a o dobrze sprzedajną rozrywkę dla plebsu, który potrafi zapamiętac prosty rytm i proste słowa w stylu "every night" czy "Baśka miała fajny biust" (chciałoby się dodać "a Natalia genitalia").

jaka jest więc kondycja polskiej muzyki - całkiem dobra, ale tej muzyki nie lansowanej w TV i na listach stacji radiowych, gdzie od wielu lat można usłyszeć góra 10 tych samych zespołów (Kombi, Bajm, Perfect i in.). W sumie nic dziwnego, skoro przez 24 godziny na dobę stacje lansują te same hiciory, człowiek chcąc nie chcąc zaczyna nucic je samemu, nie sięgając po więcej - taki obraz muzyczny został mu wykreowany więc by byc na topie samemu nie szuka, bo skoro nie ma nic więcej w radiu czy TV to znaczy, że nic innego wartościowego nie istnieje. do tego wszystkiego, aby nie zanudzić słuchacza serwuje się mu rózne miksy znanych i lubianych ze sobą połączonych - dzięki (jak to chyba Maleńczuk śpiewa) idei jakiegoś speca od PR.

Smutna to konstatacja, ale wydaje mi się trafiona...

Cóż pozostaje? olać ich wytwory i poszukiwac samem - a ciekawych rzeczy muzycznych jest wokół naprawdę sporo...

1 komentarz

Niestety, ale jest szansa, że moja kolekcja zdjęć z wakacji poszerzy sie o jedno - niezbyt chciane - zdjęcie.
Najprawdopodobniej na wlocie drogi do Olesna ugodził nas obiektywem stojący tam fotoradar. Akurat gdy byliśmy w jego zasiegu postanowiłem wyprzedzić wlekącą się cieżarówkę, i w momencie mijania fotoradaru jechaliśmy łeb w łeb - jedyna szansa, ze ustawiony był tak, by chwytać tylko prawy pas (ja wówczas jechałem lewym).
Pozostaje czekać czy zostaliśmy uchwyceni - jeśli tak to ciekawe ile punktów za ową fotke otrzymalismy i jak drogie sa takie odbitki....
Póki co zdjęć do albumu nie wkładam, bo nie wiem czy mam rezerwować wolne miejsce na widoki z Olesna....

2 komentarze

Już po.
Wczoraj w nocy powróciliśmy szczęśliwie do domu - w sumie była wesoło - Zuzka pierwszy raz widziała morze (uśmiech na całego) ja zrobiłem przy tej okazji kilka fotek.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Podsumowując: pierwsze wakacje za nami.
Jeśli chodzi o odpoczynek to przy małym dziecku termin ten ma nieco odmienne znaczenie, ale "psychicznie" wypocząłem z całą pewnością (tylko dwa telefony z pracy). Zuziula kłopotów w sumie nie sprawiała - noce przesypane, w międzyczasie wyszedł drugi ząbek - i co ważniejsze - całą podróż (jakieś 1500 km łącznie) zniosła bardzo dzielnie (jechaliśmy z parodniowym przystankiem).
Jako, że Bałtyk jak dla mnie jest stanowczo za zimny, był czas aby skończyć Piętaszka i powrócić do porzuconej jakiś czas temu polskiej edycji Tannehillów (Rynek i wolność).

4 komentarze

Zastanawiałem się kiedyś z Olą jak nazwać - no bo każde dziecko wie, że miś, lalka itp. muszą mieć jakieś imiona - przytulanki Zuzii.
Jako, że imiona w stylu Uszatek, Mruczuś itp. są wyświechtane i nudne postanowilismy iść na całość - a co! W rezultacie mamy:

Zdzichu (miś)
Ryszard (miś)
Czesiek (kaczorek)

Jak Zuzka nabierze zdolności onomastycznych nazwie je po swojemu, póki co to my mamy pole do popisu....

8 komentarzy

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht